Islandia 2009

Początek

Z różnych losowych przyczyn tak się złożyło że żaden z moich przyjaciół nie mógł jechać, więc drugi raz na wyprawę ruszam samotnie.
Trochę konkretów:
  • wylatuję z Warszawy 3 lipca, powrót 24 lipca
  • planuję objechać i zwiedzić Islandię wzdłóż drogi nr 1
  • średnio 100-120 km dziennie
  • noclegi pod namiotem
Zapraszam serdecznie wszystkich do śledzenia trasy i ewentualnych przygód na trasie. Na pewno codziennie będę wysyłał parę zdań na temat podróży, a dzięki portalowi wm.pl będziecie mogli przeczytacie te informacje na tej stronie. W miarę możliwości (czyli dostępności internetu w informacjach turystycznych) będę starał się przesyłać zdjęcia. Zachęcam również do wpisywania komentarzy. Pozdrawiam,

Dzień 1-4 - relacja zaginęła ale jest kilka zdjęć z początkowego etapu...

Droga z lotniska

W tle wodospad Gullfoss


Wodospad Svartifoss
Wodospad Skogafoss
Wodospad Seljalandfoss


Dzień 5

Wiatr wreszcie pomaga. Dystans 140 km plus 7 km pieszo na koniec dnia, aby zobaczyć lodowiec Vatnajokull (a właściwie jego jeden z wielu jęzor spływający do doliny) i wodospad Svartifoss.

Jęzor lodowca Vatnajokull

Dzień 6

Dziś nad ranem ponownie przeszedłem 7 km szlakiem górskim, aby zrobić trochę zdjęć.

Potem 55 km do jeziora Jokulsarlon. Widok gór lodowych pływających po nich jest niesamowity. Z powodu tego miejsca zdecydowałem się przyjechać na Islandię.

Jest słonecznie, ale wieje zimny wiatr.

Nocuję nad samym jeziorem.


Jezioro Jokulsalron



Dzień 7

Nocleg nad jeziorem Jokulsarlon był moim marzeniem - spełniło się

Dodatkowo pod wieczór pojawiły się foki. Ja patrzyłem na nie, one na mnie i tak się oglądaliśmy.


Dziś kolejny słoneczny dzień.


Ok. 11 km przejechane.


Jestem w małej miejscowości Stafafell. Spotkany starszy pan z Niemiec po dłuższej rozmowie ostrzegł mnie, że jak raz się przyjedzie na Islandię, to będzie się chciało wrócić. Określił to "Iceland fever" 





Dzień 8

Rano zamieniłem parę słów z Francuzkami, gdyż widzimy się już trzeci raz Dziewczyny podróżują autobusem i chodzą po okolicznych górach.

Dziś 73 km.


Jestem w Djupivogur. Zaczęły się już górki. Jechałem też 4 km szutrem, gdyż asfalt na tym odcinku głównej drogi Islandii mają położyć w październiku tego roku.


Dziś pierwszy raz jechałem w rękawiczkach. Wiał bardzo zimny wiatr od oceanu.


Jutro czeka mnie przeprawa przez góry.



 

Dzień 9

Dzisiejszy dzień był fatalny. Silny wiatr pokrzyżował plany dostania się górską drogą nr 939 do Egilsstadir. Rower nawet na hamulcach przesuwał się pod wpływem wiatru więc nawet nie było mowy o jeździe pod górę. Dziś tylko 65 km, co najgorsze zgubiłem śpiwór gdzieś po drodze. Szczęście w nieszczęściu pod koniec dnia dostałem od poznanego Francuza wojskowy śpiwór :)

Jutro z powodu wiatru chcę podjechać autobusem do Egilsstadir, dalej rowerem.



 

Dzień 10

Dziś 80 km autobusem i 80 rowerem. Znów trochę wieje. Co ciekawe podczas podróży autobusem mój rower był przyczepiony na zewnątrz z przodu, tuż pod szybą kierowcy.

Rozbiłem namiot na dziko pośrodku pustkowia. Widziałem znak, że najbliższa stacja benzynowa za 120 kilometrów...

  

Dzień 11

Fatalna noc i dzień. Z powodu wiatru nie dojechałem tam, gdzie planowałem. Spałem w górach. Temperatura niewiele powyżej zera (o14:00 było 7 stopni). Spałem we wszystkim, co miałem, a i tak budziłem się z zimna.

Dziś 56 km rowerem (w aż 7 godzin) oraz 60 km stopem, by zobaczyć wodospad Dettifoss.


Nocuję u islandzkiej rodziny, aby dojść do siebie po wczorajszej nocy.


Jutro podobno lepsza pogoda.


Dziś nawet zamarzyłem o ciepłym biurze w pracy - pozdrawiam koleżanki i kolegów

Dzień 12

Dziś dojechałem do jeziora Myvatn, gdzie nocuję. Dystans ok. 75 km. Bardzo ciekawy obszar - formacje lawowe, para wodna wydobywająca się spod ziemi, zapach siarki, kratery wulkanów... Ciężko to wszystko zwiedzić w 1 dzień.

Niestety nadal pochmurno.

Jutro w planach 100 km do Akureyri.


Dzień 13

Dojechałem do Akureyri 100 km. Po drodze zdwiedziłem jeszcze kratery na jeziorze Myvatn oraz wodospad Godafoss. Nocuję u kolegi, Kamila, który studiuje w Akureyri.

Jutro dzień odpoczynku, choć pewnie i tak wsiądę na rower.


W sobotę ruszam w ostatni etap podróży... 

Białe noce w Akureyri


Dzień 14

Hello Everyone,
This time I am writing to You directly because so far I was writing sms messages to the people responsible for this website and then they were rewriting this messages on this blog.
Yesterday I arrived to Akureyri and today I am just relaxing here :) The town is second largest in Iceland (when You treat Greater Reykjavik as one city) with population of 17,500. In the morning I visited botanical garden and Akureyri Museum, afternoon spent in a open-air swimming pool with a view to the mountains :) I have done also laundry etc. before continuing my journey. I have made also short distance summary - so far I have travelled :

  • 1130 km by bike
  • 15 km on foot
  • 80 km by bus
  • 65 km hitchhiking
Together it is about 1290 km not only along road number 1 which I am generally following.
Iceland more or less resemble me Norway which I know quite well I think. Anyway it is very interesting country with a huge diversity of landscape. I like it very much and except for some really bad days on the bike due to bad weather and cold I really enjoy this trip. On the bike You can fill the country, its nature and air with all Your senses - that´s a big advantage of travelling by bike over the car.
Tomorrow morning I start cycling again, I have about 400 km to Reykjavik and next 40 km to the airport. Hope You read sometimes posts on this blog although they are short. Thanks to all of You :)

 

Dzień 15

Dziś obudziłem się późno i nie chciało się wychodzić z ciepłego łóżka, jednak musiałem z żalem opuścić Akureyri (dzięki, Pazur, za gościnę).

Dziś 100 km, po drodze przełęcz 540 m n.p.m., do której prowadziła malownicza dolina.

Nocuję w Varmahlid na polu namiotowym. Dosyć ciepło - ok. 11 stopni. 

 

Dzień 16

Dziś ok. 110 km. Bardzo ładna pogoda i niemal bezwietrznie. Nocami na północy Islandii jest póki co dużo cieplej niż było na wschodzie.

Nocuję w Hvammstangi. Do Reykjaviku już tylko 190 km.

Słyszałem o rowerzyście, który 200 km przed Reykjavikiem zawrócił i objechał Islandię raz jeszcze... 




Dzień 17

Dziś 135 km we współpracy z wiatrem Dawno nie miałem takiej frajdy z jazdy.

Nocuję 5 km na południe od Borgarnes. Do Reykjaviku niby 70 km, ale tunelem pod fiordem. Ja chyba muszę go objechać, ale muszę jeszcze wypytać, czy mogę tam wjechać rowerem. Niestety, im bliżej stolicy, tym większy ruch... 



Dzień 18

Dziś, po 115 km docieram do Reykjaviku. To jeszcze nie koniec - muszę dotrzeć na lotnisko, ale to częściowo jutro i w piątek. Nie mogłem przejechać wcześniej wspomnianym tunelem, ale fiord który musiałem objechać był rewelacyjny. Dodatkowo ok. 20 stopni C i bezchmurne niebo. Nocuję na campingu w mieście. Jutro cały dzień zwiedzania .

Spotykam mnóstwo osób, które dopiero wyruszają., np. James z USA, który chce przejść z północy na południe Islandii...


Dzień 19

Wczoraj dość późno poszedłem spać gdyż postanowiłem zabrać rower i pojechać na miasto, oprócz fajnego zachodu słońca nic się generalnie nie działo. Natomiast dziś odwiedziłem muzeum narodowe, muzeum fotografii oraz ogólnie pojęte centrum miasta oraz port. Mając rower wystarczy dzień na zwiedzenie stolicy moim zdaniem. Wszędzie natomiast są reklamowane wycieczki na gejzery, wodospady, lodowce itp. Jutro przemieszczam się do Grindavik czyli jakieś 50 km na południowy zachód od Reykjaviku. 


Dzień 20

Dzis opuściłem Reykjavik chociaż wyjazd z miasta to masakra, trochę pobłądziłem po przedmieściach (chciałem uniknąć głównych dróg aby mnie nie rozjechali)ale się udało :) po 50 km zawitałem do Grindavik. Kemping, jakiś obiad i ruszyłem pluskać się w lagunie (chyba www.bluelagoon.com)czyli powiedzmy otwartym basenie w którym woda pochodzi z 2 km pod ziemia i ma temperaturę ok 37-39 stopni. Całość jest otoczona jest polami lawy a i pogoda dziś dopisała wiec jest niesamowicie. Z Grindavik już tylko 23 km na lotnisko. Samolot o 16:30 a w Polsce jestem ok 22 wiec dywan poproszę mniej więcej na ta godzinę ;) Ps. Ostatnia porcje zdjęć zamieszczę w piątek już po powrocie... 



Dzień 21

Szczęśliwie wróciłem do Polski, samolot miał jakieś 1,5 h opóźnienia ale na szczęście bagaże wszystkie (rok temu wrócił tylko rower, po 4 dniach znalazły się sakwy ale już namiot niestety nie...). Weekend mam intensywny (wywiady,sesje zdjęciowe, spotkania z czytelnikami itp. ;) ale na pewno wrzucę tu jeszcze parę zdjęć w tygodniu jak tylko się ogarnę...

 

1 komentarz: